Wilk - Jean-Marca Rochette
Dlaczego przeczytanie kilkudziesięciu kart powieści graficznej zajmuje mi tak wiele czasu?
Otwierając komiks „Wilk” Jean-Marca Rochette’a byłem odległy od barwnych, marvelowskich eksplozji. Napotkałem pastelową surowość podkreśloną grubym, czarnym konturem zdecydowanej kreski, tnącej kadry niczym ostrze myśliwskiego noża. I te sporadyczne plamy czerwieni oznaczającej to tylko, co może czerwień znaczyć w świecie górskich szczytów, śniegu, myśliwskich szlaków. Drapieżników i łownej zwierzyny. Jest to historia człowieka, którego próbowałem zrozumieć.
Poznajemy Gasparda, oschłego mężczyznę, który latem wypasa owce na górskich stokach w towarzystwie swojego psa, Maxa. Zimą Gaspard jest odcięty od reszty świata przez cztery miesiące. Wspominałem o zrozumieniu. Czy ktoś taki, jak ja, wychowany w mieście i oglądający zwierzęta w „Nat Geo Wild”, ewentualnie widujący je w postaci mrożonych paluszków rybnych i styropianowych tacek kotletów leżących w chłodziarkach supermarketów ma prawo czuć się kimś lepszym niż Gaspard? Mam prawo go osądzać? Postanowiłem się z tym wstrzymać do końca historii.
Przychodzi kolejny wieczór i czas wrócić do lektury komiksu. W normalnych okolicznościach czułbym się zrelaksowany lub nawet podekscytowany. Otwieram książkę i uderza mnie zapach farby drukarskiej. Komiksy towarzyszą mi od zawsze, ale nie na tym chciałem się skupić. Z „Wilkiem” miałem problem. Gdy tylko po niego sięgałem, towarzyszyło temu ociąganie się, jakiś niepokój. Zwlekałem. „Wilk” stanowił dla mnie niewygodne wyzwanie…
Jest taki las, który czasem odwiedzam podczas spacerów. Jednak nigdy nie wkraczam w głąb i trzymam się obrzeży. Czuję się bezpieczny dopóty, dopóki słyszę odgłosy cywilizacji; wiertarek, radia, młotków z budowanych w okolicy nowych osiedli. Ale las działa na mnie hipnotycznie. Zaglądam do jego wnętrza, na odległe polany. Co się tam czai? Od kilku lat nie brakuje doniesień o spotkaniach wilków w okolicy, w której mieszkam. A ja stoję na granicy dwóch światów – ludzkiego i dzikiego. Mam teraz podobnie, czytając komiks. Kto by pomyślał?
Kolejny wieczór i kolejna odsłona „Wilka”. Dlaczego przeczytanie kilkudziesięciu kart powieści graficznej zajmuje mi tak wiele czasu? Przypominam sobie te wszystkie opowieści o spotkaniach z wilkami w okolicy. Na polach nie brakuje zwierzyny – czasem widuję z auta zające i sarny. Wilk ma w sobie coś mistycznego. I przyznam, że cieszę się, że gdzieś tam, w nocy, w okół mojego miasteczka, w gęstych lasach krąży wataha. Gaspard spojrzałby na mnie z politowaniem.
Wracam do komiksu. Jego chłodna, pastelowa kolorystyka sprawia, że robi mi się zimno. Późno w nocy leży obok mnie, na tapczanie pies, w TV jest Nat Geo Wild, oczywiście. Przyroda jest dzika i nie lubi człowieka!
Przewracam kolejne karty „Wilka”. Mam lekko skostniałe palce dłoni i stóp. Zaczynam współczuć Gaspardowi. Wiele stracił. Wilk za którym podąża w górską czeluść jest jak jego lustrzane odbicie. Góra jest zwierciadłem. Tyle że po wszystkim tylko jedna strona pozostanie przy życiu. Bałem się o życie wilka, ale rozumiałem pasterza. Zauważyłem, że twarz mężczyzny prawie nigdy nie jest widoczna spod czapki. Czy to się zmieni gdy dotrę do końca tej opowieści? Czy w głównym bohaterze nastąpi przemiana? Co się wydarzy? A może to wilk, na którego Gaspard wściekle poluje zostanie jakoś uczłowieczony? Kto komu wybaczy?
Gdy skończyłem czytać „Wilka” byłem zamyślony i poruszony. Uświadomiłem sobie, że dookoła mnie nie ma natury. Jakaś część mnie zazdrościła Gaspardowi. Ale bardziej, niż kontaktu z przyrodą zazdrościłem mu przemiany, jaką odbył. Było mi zimno i miałem wrażenie, że bardziej, niżby wynikało z temperatury powietrza. Może jednak też się zmieniłem? Poszedłem do kuchni zrobić sobie herbatę. Przypomniałem sobie oskarową, polsko-brytyjską ekranizację „Piotrusia i wilka” Siergieja Prokofjewa z 2006 roku. Zauważyłem kiedyś, że Piotruś w tej wersji miał takie same, przeszywające oczy jak wilk, którego złapał. Przemiana… Wybaczenie… Zrozumiałem, że Gaspard był częścią tej samej siły, co zwierzę z którym przyszło mu się zmierzyć.
Pod koniec komiksu spojrzałem w oczy Gasparda, które wreszcie były odsłonięte. Niech pozostanie tajemnicą, co zobaczyłem i zrozumiałem.
Mateusz Kaźmierczak, DKK Wolsztyn
Wyróżnienie w konkursie „Zielony Horyzont” za recenzję książki „Wilk” Jeana-Marca Rochette’a (Wydawnictwo Marginesy); adresaci konkursu: młodzież, dorośli, w tym osoby skupione w klubach książki w województwie wielkopolskim, ogłoszenie wyników grudzień 2025 r.; organizatorzy: Biblioteka, Fundacja Zakłady Kórnickie (Drzewo Franciszka – wielomodułowy program informacji i edukacji).
Uzasadnienie Jury:
„Piękne obcowanie z opowieścią, chciałabym móc czytać książki z taką uważnością i niezbędnym czasem na namysł” (M. Grupińska-Bis). Poetycki język, synergia bios i zoe: surowe, ale liryczne wejrzenie w głąb (własnej) natury (A. Białek-Borsuk). Epifaniczne (W. Kuligowski). Kolejny dowód na to, że obraz nieraz wart jest więcej niż tysiąc słów – ta recenzja pokazuje niezwykłą siłę powieści graficznej (A. Przybylska).