IV. Dobra i zła nowina
wszelako język mojej poezji
jest językiem skupienia
choć bywa mylony łączony z językiem
mojego dzieciństwa które także
chciałbym zatrzymać w tej samej chatce
w tej samej izbie (o glinianej
polepie) chciałbym zatrzymać matkę
i jej zachwaszczoną polszczyznę
którą chętnie ulepszę w tej samej
izbie z chlebowym piecem
poprawię siebie i ciebie i posprzątam
po Dyciu ale nie mam dla kogo
XVIII. Trittico
na rzeczywistość trzeba się
zgodzić bez względu
na wzgląd i zasiąść do tekstu
który się nam wymyka
„wypsnął się nam lub nie wypsnął
wiersz i na to także trzeba się
zgodzić rymnął się nam lub nie rymnął
wiersz” ale nie róbmy problemu
tam gdzie go nie ma połknij tę piękną powlekaną
tabletkę nie pomyl jej z niczym słodkim
XXV. Pieśń i baśń
zostanie po mnie pieśń
w języku polskim ojczystym
zostanie po mnie baśń
w języku ukraińskim (jedynym
bo matczynym) w którym umiałem
milczeć zostanie po mnie milczenie
ale i krzyk mojej unickiej matki
nie zawsze bowiem działał halopopierdol
krzycz matka krzycz może jutro
gdy się pozbieram będą z tego wiersze
(fragment książki)
Patryk Szaj z Wydawnictwa WBPiCAK o książce:
Jeśli miałbym wybrać jedną (tylko jedną??!) formułę opisującą poezję Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego, postawiłbym chyba na taką: niepowtarzalność powtórzeń. W nowym tomie autor tradycyjnie powraca do dobrze nam znanych (ale wciąż nieoswojonych) historii i – tradycyjnie – uzupełnia je o nowe wątki, sugerujące niemożność domknięcia, dopowiedzenia, pozostawienia za sobą przemyskiego, Argasińskich i Bełskich, dziadka-rezuna, matki-banderówki i ojca-polskiego nacjonalisty. Rzecz jasna, praca żałoby okazuje się nieskończona, trauma nieuleczalna, tożsamość (narodowa, kulturowa, seksualna) beznadziejnie rozproszona, rozpisana na figury schizofrenii i chachłackości. A przecież przy tym wszystkim jest to poezja uwodząca, nieledwie hipnotyzująca, wirtuozerska, nierzadko dowcipna, a nawet dowcipkująca. Egzystencjalna, psychoanalityczna, ale także przywodząca na myśl najlepszą tradycję filozofii powtórzenia, które nigdy nie jest powrotem (do) tego samego, dokonując swoistego „zwichnięcia czasu”, załamania porządku chronologii. W Dwóch głównych rzekach przynosi to bardzo intrygujące rezultaty.
Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki (ur. 1962). Opublikował m.in. Nenia i inne wiersze (Lublin 1990), Liber mortuorum (Lublin 1997), Kamień pełen pokarmu (Izabelin 1999, wyd. słoweńskie 2005), Przewodnik dla bezdomnych niezależnie od miejsca zamieszkania (Legnica 2000, 2003), Dzieje rodzin polskich (Warszawa 2005, wyd. austriackie 2012), Piosenkę o zależnościach i uzależnieniach (Wrocław 2008, 2009, Stronie Śląskie 2018, wyd. czeskie 2018), Rzeczywiste i nierzeczywiste staje się jednym ciałem (Wrocław 2009, wyd. serbskie 2018), Podaj dalej (Poznań 2012), Kochankę Norwida (Wrocław 2014) i Nie dam ci siebie w żadnej postaci (Kraków 2016). Laureat m.in. Nagrody Literackiej Gdynia (2006, 2009), Nagrody Literackiej Nike (2009), a także Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius za tom Imię i znamię z 2011 roku. Urodził się w Przemyskiem (Wólka Krowicka koło Lubaczowa), mieszka zaś w Warszawie.
Autor okładki i koncepcji graficznej: Piotr Zdanowicz
| Autor: | Tkaczyszyn-Dycki Eugeniusz |
| Isbn: | ISBN 978-83-65772-69-5 |
| Format: | 16 × 21 cm |
| Oprawa: | oprawa miękka ze skrzydełkami |
| Liczba stron: | 58 |
| Rok wydania: | 2019 |
| Nr tomu w serii: | 178 |
| Patroni medialni: | Fundacja KulturAkcja, artpapier, kulturapoznan.pl, Czas Kultury |